Czy to możliwe, żeby mały niespełna 11miesięczny ludek chciał się tak znienacka sam przestawić na jedną drzemkę w ciągu dnia???
Pierwszą ma już o 9tej, z racji tego, że wstaje o 6tej, czasem przed. Trwa ona z reguły od godziny do półtora. Okruch budzi się radosny i gotowy do zabawy.
Drugą z reguły zaś miał ok.14tej, czasem nieco później.
Od kilku dni protestuje przeciwko tej drzemce.
Ok.
Rozumiem.
Tylko jak wytrzymać z nieznośnym ludkiem, który ok.17tej zaczyna słaniać się na swoich i tak chybotliwych jeszcze nóziach?
A spać i tak nie będzie!
Dodatkowo dziś zapodział się smoczunio niunio!!!
No to to już tragedia narodowa była.
Ileż płaczu, lamentu.
A tego.. jak nie ma tak nie ma..
Zniknął.
Inny został odrzucony.
Matka już miała wizję nieprzespanej nocy..
ale znalazła w czeluściach zakopany jakiś inny, ale MAMowy.
Eh.
Smoczkowe love...
Kolejne utrapienie będzie.
Bo bez cycusia i smoczusia to się nie daaaa!
i już.
Krusiu uwielbia się huśtać.
No to w domu ma namiastkę parku :D
A tak wyglądał w niedzielę, przed wyjściem na komunię mojego chrześniaka: